Moja mama zawsze zmagała się z licznymi trudnościami. Cierpiała na chroniczne bezsenności i była ciągle zmęczona. Była poddenerwowana, łatwo wpadała w gniew i zdawała się być niezadowoloną. Choroba wydawała się jej codziennością, aż pewnego dnia niespodziewanie nastąpiła w niej zmiana.
Sytuacja była niezmienna, lecz ona stała się inną osobą.
Pewnego razu mój tata powiedział do niej:
„Kochanie, próbuję znaleźć nową pracę od kilku miesięcy i wciąż nic, wybieram się na kręgle z kolegami.”
Moja mama odpowiedziała:
– W porządku.
Mój brat wyznał:
„Mamo, oblałem wszystkie egzaminy w tym semestrze…”
Moja mama odpowiedziała:
– W porządku, nauczysz się na błędach, a jeśli nie, to będziesz musiał powtórzyć
rok i sam poniesiesz koszty czesnego.
Moja siostra wyznała:
„Mamo, zbiłam rodzinny wazon.”
Moja mama odpowiedziała:
– Dobrze, Kochanie, poszukaj, czy możesz kupić podobny, a koszty pokryjesz z własnego kieszonkowego
Rodzina w końcu zebrała się w domu mamy, zdenerwowana jej nowym sposobem reagowania.
Podejrzewaliśmy, że mogła zacząć brać jakieś silne środki uspokajające.
Żartowaliśmy nawet, że musiała dostać receptę na tabletki o nazwie „mam wszystko w dupie 1000 mg”.
Zaproponowaliśmy, by zorganizować dla niej interwencję, aby zapobiec potencjalnym uzależnieniom od leków.
Kiedy wszyscy zebraliśmy się w domu na naradę i żeby porozmawiać z mamą ona zaskoczyła nas wszystkich i podzieliła się z nami swoimi przemyśleniami:
Zrozumienie, że każdy musi radzić sobie ze swoim życiem, zajęło mi wiele lat. Dowiedziałam się, że moje zmartwienia, upokorzenie, depresja i stres nie tylko nie rozwiązują problemów innych, ale też pogarszają moje.
Nie odpowiadam za działania innych, ale odpowiadam za moje reakcje.
Doszłam do wniosku, że moim obowiązkiem wobec siebie jest zachować spokój i pozwolić innym radzić sobie samodzielnie.
Brałam udział w kursach jogi, medytacji, rozwoju osobistego, terapii dźwiękowej i programowania neurolingwistycznego, gdzie odkryłam, że wszystko sprowadza się do jednego – zdolności do samodzielnego radzenia sobie.
Mogę wpływać tylko na siebie, a wy macie narzędzia, by zarządzać własnym życiem.
Będę was wspierać radą tylko wtedy, gdy mnie o to poprosicie, a decyzja o jej zastosowaniu będzie należeć do was.
Od dzisiaj nie będę już: skrzynką na wasze obowiązki, kozłem ofiarnym waszych błędów, ścianą dla waszego żalu, ani szpitalnym łóżkiem dla waszych problemów emocjonalnych.
Ogłaszam was wszystkich niezależnymi i samodzielnymi dorosłymi.
Wszyscy w domu mojej mamy zaniemówili.
Od tego momentu rodzina zaczęła funkcjonować sprawniej, gdyż każdy znał swoje obowiązki i zaczął brać odpowiedzialność za własne wybory.